Przekładamy wyjazd

Po długich naradach zdecydowaliśmy się na przełożenie wyjazdu na misje na jesień.Afryka w kontekście koronawirusa wydaje się bezpieczniejsza niż Europa,jednak tutaj na miejscu możemy być potrzebni.Zdecydowaliśmy się zostać.

DSC_2702

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 Komentarze

8 marca

Kobiety Afryki

Większość kobiet często narzeka na trudną codzienność.
Zapominamy przy tym o kobietach żyjących w ekstremalnych warunkach, które walczą z głodem i plagami, zmagają się z przemocą, przesądami, dyskryminacją. Pomimo tego odnajdują się one w roli matek, żon, córek.
O tym, jak wygląda zaobserwowane podczas pięciokrotnych misji humanitarnych życie afrykańskich kobiet, mówi dr Anna Chałupczak Winiarska, specjalista dermatolog – wenerolog, laureatka Światowej Ligii Towarzystw Dermatologicznych ILDS w kategorii działalność humanitarna na świecie.
Dr Anna Chałupczak Winiarska podczas swoich wielokrotnych wyjazdów na misje humanitarne do Afryki spotyka się z różnymi aspektami życia społecznego. Przygląda się życiu kobiet i dziewczynek w danym regionie, w którym akurat się znalazła.


-W każdym kraju jest inaczej, w każdym klanie jest inaczej i w każdym plemieniu jest inaczej -mówi. Życie kobiet na kontynencie afrykańskim nie należy do łatwych. Od najwcześniejszych lat pracują. Niańczą swoje młodsze rodzeństwo, przynoszą wodę z odległych źródeł – nawet kilka kilometrów. Nie wiem, czy kiedyś ktoś z Państwa niósł wiadro wody na głowie 3 -4 km? To bardzo ciężka i mozolna praca. Kobiety w polu pracują motyką. Mężczyźni w polu nie pracują. Mężczyźni nie przynoszą wody – to obowiązek kobiet i dzieci. Kobiety generalnie mają trudniej niż mężczyźni. Rzadko kiedy posiadają coś na własność. Przeważnie ziemia należy do mężczyzn, a jeśli już nawet kobieta jest właścicielką gospodarstwa, to tylko kwestia czasu, gdy ktoś podstępem czy siłą jej tego gospodarstwa nie odbierze. Bardzo oburzyło mnie, jako kobietę, to, w jaki sposób kobiety i dziewczynki witają mężczyzn w Ugandzie. Przyklękają i pozdrawiają ich. Niezależnie od tego, co sobą ten mężczyzna reprezentuje, to dziewczynka czy kobieta przyklęka pozdrawiając go. Wychowywane są w poczuciu niższości i podległości. Można sobie wyobrazić, jakie to rodzi nadużycia wobec nich. Kiedy w prywatnej rozmowie z dyrektorem szkoły w Ugandzie, w której badaliśmy dzieci, mówiliśmy mu, że w Polsce kobiety są całowane przez mężczyzn w rękę, wywołało to u niego tak ogromne oburzenie, że wyszedł obrażony.


Bardzo trudną była misja w Ghanie. To była misja skierowana do kobiet oskarżonych o czary. To jedno z najgorszych oskarżeń. Jeśli ludzie nie potrafią sobie wytłumaczyć pewnych zjawisk, np. śmierci zwierząt, uderzenia pioruna itp., rzucają podejrzenie na sąsiadkę, której nie lubią. Misjonarze opowiadali nam o mężczyźnie, który chciał pozbyć się swojej starej żony (nie chciał jej utrzymywać), oskarżył ją o czary. Co się wówczas dzieje? Otóż wszyscy mieszkańcy wsi chcą taką osobę zlinczować. Musi, tak jak stoi, uciekać, by ratować swoje życie. Najczęściej ucieka do buszu. Są w Ghanie takie miejsca, gdzie kobiety oskarżone o czary zgromadziły się i stworzyły wioskę – wioskę czarownic. Oczywiście, one tymi czarownicami nie są. Takie oskarżenie wyklucza je z życia społecznego. W hierarchii społecznej stoją najniżej. Taka osoba nie może o nic prosić, niczego się domagać, ani nawet zapłaty za swoją pracę. Często zapłatą po ciężkiej pracy w polu są np. ziarna kukurydzy, które wysypały się podczas zbioru na ziemię. To jest zapłata. Może je sobie zebrać ziarenko do ziarenka – może zbierze się miska. W takiej wiosce też nie jest łatwo żyć. W każdej wiosce jest szaman zwany fetyszem, który rządzi wioską i podporządkowuje sobie te kobiety. Odwiedziliśmy wioskę kobiet wykluczonych, badaliśmy je. Kiedy otrzymywały od nas leki, płakały. Nikt nigdy w życiu niczego im nie dał, wprost przeciwnie – odarto je z godności i prawa do normalnego życia. Odebrano im wszystko.


Dziewczynki w Afryce rzadko chodzą do szkoły. Szkoły są płatne, a dziewczynki pracują w domu, są potrzebne, zatem nie wysyła się ich, by pobierały nauki. Czasami też tak się dzieje z powodu lęku o nie. Idą do szkoły w małej grupie kilka kilometrów przez busz, a wszystko może je tam spotkać. Często mieszkają na stancji, w chacie blisko szkoły, są wykorzystywane w każdy możliwy sposób. Nic ani nikt ich nie chroni.
Najtrudniej było mi wtedy, gdy dowiedziałam się o pewnej małej 12- letniej dziewczynce, którą ojciec podarował starszemu mężczyźnie za dług, jaki u niego miał. Po dwóch latach ów mężczyzna przyprowadził dziewczynkę z powrotem i powiedział, że dług został spłacony. Dziewczynka urodziła mu syna, oddaje ją nie dlatego, że jest złą żoną, ale dlatego, że pierwsza żona chce ją otruć. Kobieta -rzecz, którą można podarować, wykorzystać, oddać, spłacić dług, oskarżyć o czary, wypędzić ze wsi itp. Budujące jest jednak to, że mimo trudnych doświadczeń kobiety Afryki mają silną wolę przetrwania. Walczą o każdy dzień, walczą o swoje dzieci. Są silne, ale jest im trudno.


Powoli to wszystko się zmienia dzięki szkołom misyjnym. W szkołach misyjnych uczą przeważnie kobiety, zatem też więcej dziewczynek przychodzi do szkoły. Nawet, jeśli z różnych przyczyn, niezależnych od nich, tej szkoły nie ukończą, ale nauczą się czytać i pisać. Taka przyszła matka, kobieta wychowuje lepiej swoje dzieci, zmienia Afrykę. Z roku na rok, podczas moich kolejnych wypraw misyjnych, widzę zmiany. Poprawia się sytuacja kobiet, Afryka się zmienia. W dużych ośrodkach kobiety kształcą się, studiują, zostają lekarkami, pielęgniarkami, nauczycielkami, krawcowymi, fryzjerkami itp. Afryka zmienia się dzięki edukacji nowych pokoleń, następuje wzrost świadomości. Kobiety w Afryce są silne, mają dużą wolę przetrwania, ale czasami trzeba im też okazać wsparcie. Szczególnie my, kobiety, powinnyśmy się wspierać wzajemnie.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

1% podatku

TWÓJ 1% PODATKU może zniwelować analfabetyzm, cierpienie, choroby, głód…

– przekazując 1% dla DERMATOLOGA DLA AFRYKI wspierasz humanitarną działalność dr Anny Chałupczak-Winiarskiej – wolontariuszki medycznej Dzieci Afryki…

– TU rozliczysz się z FISKUSEM szybko, wygodnie i bezpiecznie dla DZIECI AFRYKI:
https://www.e-pity.pl/…/program-online-epity-2020-KRS-00003…

– więcej o tegorocznych celach szczegółowych i o tym na co przeznaczyliśmy 1% w poprzednich latach: http://dzieciafryki.com/podaruj-1-podatku/
/dziękujemy za udostępnienie/

Obraz może zawierać: 4 osoby, ludzie siedzą i w budynku, tekst „% KRS 0000331212 cel szczegółowy: DERMATOLOG DLA AFRYKI”
Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

Pandemia

Koronarowirus szaleje , a my twardo póki co realizujemy plan.Mam nadzieję,że zanim wylecimy, pandemia będzie miała tendencję wygasającą

DSC_1573😦

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

6 misja

Jeszcze kilka tygodni i wyruszam na misję humanitarną do Afryki. Jest  jeszcze trochę czasu na przygotowania: uzupełnienie szczepień i skompletowanie niezbędnych leków.

Po raz trzeci  ja i Darek Tuleja dołączamy do grupy krakowskich chirurgów podczas misji do Kamerunu. Dla mnie jest to już 6 misja, dotychczas były to  misje :  1x w Ugandzie, 2x z chirurgami w  Kamerunie, 1x w Ghanie, 1x na Madagaskarze i teraz ponownie będzie Kamerun.

Leki zostały zakupione dzięki Ludziom Dobrych Serc, którzy przekazali 1 % podatku na program zdrowotny ” Dermatolog dla Afryki” w ramach działalności  naszej Fundacji Dzieci Afryki , której jesteśmy wolontariuszami i ambasadorami.  Wszystkie pieniądze, jakie Państwo wpłaciliście,  zostały przekazane na zakup potrzebnych leków. Jak zawsze mogłam liczyć na Michała Wierzbickiego, wolontariusza tak jak i my naszej fundacji realizującego program ” Leki dla afrykańskiej apteki” ,  w pomocy w skompletowaniu medykamentów.   Michał-jesteś wielki, dziękuję :).  Leki w dwóch dużych pudłach ( jeszcze nierozpakowane) oczekują na zapakowanie do waliz. Rozpakuję i zapakuję, gdy nadejdzie pora.

Jak zawsze przed wyprawą czuję niepokój. Znajomi często pytają mnie -czy się nie boję? Otóż , ja taka do końca odważna nie jestem. Zawsze się boję. Boję się skorpionów, węży, dzikich zwierząt,malarii  itp. Lęk zwykle mija, po  wylądowaniu na lotnisku w Yaounde, kiedy zobaczę znajome twarze: mamy Georgesa -pani Kamtoh, panią Mirosławę Etogę-Konsula Honorowego Polski w Kamerunie i wielu innych znajomych i przyjaznych osób.

A tymczasem wracam do przygotowań 🙂

🙂

1-1

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 3 Komentarze

Z piątą misją do Afryki

Dla doktor Anny Chałupczak – Winiarskiej, specjalisty dermatologa -wenerologa, laureatki Światowej Ligi Towarzystw Dermatologicznych ILDS za 2017 rok w kategorii działalność humanitarna na świecie, miniony 2019 rok upłynął pod znakiem kolejnej, piątej z kolei misji humanitarnej do Afryki.
Tym razem wyjechała tam w trzyosobowym składzie wraz z dentystką Anną Flantz -Olędzką i okulistą Dariuszem Tuleją, aby dotrzeć z medyczną pomocą do ludzi, którzy jej najbardziej potrzebują i ofiarować im swoją wiedzę i umiejętności.


Powrót w czasie do XIX wieku
– Nasza misja skierowana była do najbiedniejszych mieszkańców Madagaskaru – w miejscowości Mandiavato – mówi dr Anna Chałupczak-Winiarska. -W tej miejscowości tej znajduje się misja prowadzona przez siostry zakonne orionistki. Droga ze stolicy do tej miejscowości jest długa i trudna. W porze deszczowej nieprzejezdna. Znajduje się tam przychodnia, w której pracują trzy siostry zakonne: lekarka i dwie pielęgniarki. Siostra Hilda jest lekarką, która praktycznie robi tam wszystko: odbiera porody, szyje rany, leczy dorosłych i dzieci. Leczy wszystkie choroby począwszy od malarii, gruźlicy, trądu, cukrzycy, nadciśnienia i wielu innych. Niestety, jej bolączką jest brak leków i prawdziwej porodówki. Siostry odbierają porody, chociaż tak naprawdę nie ma na to odpowiednich warunków. Jest inkubator, ale nie ma prądu. Jest jeszcze dużo do zrobienia. Najważniejsze, że siostra Hilda ma w sobie dużo energii i siły, by sprostać zadaniu. Wierzę, że jej się to uda przy udziale ludzi dobrych serc.

Z dziećmi ze szkoły misyjnej


Siostry często w rozmowie wspominały swoje początki tutaj, jak bardzo było trudno. Wspominały mężczyznę, którego przyniesiono do nich z prośbą o pomoc, gdy spadł ze skał i był połamany. Nie miały jeszcze wówczas przychodni, położyły go więc na stole w kuchni. Po kilku latach udało się zbudować małą przychodnię, do której przyjechaliśmy. Ludzie po pomoc schodzą się z całej okolicy. Przywożą swoich bliskich o każdej porze dnia i nocy drabiniastymi wozami. Kiedy tam zajechaliśmy, mieliśmy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie do XIX wieku.
Mężczyźni grupami przemieszczają się po kraju drabiniastymi wozami. Wozy to jedyna wartościowa rzecz, którą posiadają. By wyżywić rodzinę, udają się do miejsc, gdzie sadzi się ryż i tam świadczą swoje usługi jako przewoźnicy. Nie dostają zapłaty w pieniądzach, a w workach ryżu, który ma wyżywić ich całą rodzinę. Jadą grupami. Grupie łatwiej obronić się przed rabusiami czyhającymi na ich ciężko zarobiony ryż.

Pacjenci w kolejce do dermatologa

Stać ich tylko na szamana
Ludzie, którzy tam żyją, umierają młodo, nie mają pieniędzy na leczenie. Opieka zdrowotna jest odpłatna. Zwykle stać ich tylko na szamana. Kiedy przychodzą na misję, w podzięce przynoszą czasami woreczek fasoli czy owoce. Gleba w tej okolicy jest kamienista, nieurodzajna. Większość mieszkańców to ubodzy rolnicy. Do takiego to miejsca dotarliśmy. Pracę rozpoczynaliśmy już od świtu. Czekał na nas zawsze tłum ludzi. Siostry zakonne początkowo wydawały numerki, by wprowadzić jako taki porządek, ale po wydaniu pierwszego dnia 216 numerków zabrakło im papieru i już nie liczyły ile osób przyszło. W pierwszy dzień udzieliliśmy w sumie wszyscy razem ponad 300 porad. Tak już było każdego dnia. A tych dni było wiele. Choroby, z jakimi tam się spotkałam, były takie jak wszędzie na misjach, gdzie dotychczas byłam, głównie zakaźne: grzybicze i bakteryjne. Mało alergicznych chorób i łuszczycy. Na takich misjach jest bardzo trudno, ponieważ nie mam do dyspozycji żadnego laboratorium, by wykonać badania, szpital jest bardzo daleko, najbliższy odległy był o 120 km. Jestem ja i pacjent i aby postawić właściwą diagnozę, muszę wykorzystać całą swoją wiedzę medyczną i doświadczenie, by pomóc pacjentom. Nie pozostawiam ich samych sobie. Po powrocie nadal mam kontakt z dr Hildą poprzez Internet, który, niestety, też bywa zawodny, ale czasami udaje nam się skontaktować. Siostra Hilda czasami prosi o konsultację dermatologiczną odległą o dziesiątki tysięcy kilometrów. Na ile mogę, będąc nawet tutaj w Polsce, staram się pomóc.


Odwiedziny podopiecznych ze slumsów
Głównie przyjmowaliśmy pacjentów w Mandiavato, ale też wybraliśmy się na misję, prowadzoną przez siostry, w stolicy Madagaskaru. Siostry orionistki prowadzą w stolicy Antananarivie szkołę podstawową dla dzieci ze slumsów, które badaliśmy i szkołę stolarską dla chłopców. Prowadzą również stołówkę dla najbiedniejszych dzieci, dla bezdomnych starszych osób i dla chorych na gruźlicę. Raz dziennie wydają posiłki. Kiedy tam jechaliśmy, siostra Alojza poradziła nam, abyśmy zablokowali okna w samochodzie, ponieważ czasami rabusie potrafi ą wrzucić węża do samochodu. Wtedy przestraszeni ludzie wyskakują z auta, a tymczasem złodzieje okradają go. Zablokowaliśmy wszystkie okna.
Odwiedziliśmy razem z siostrą Alojzą podopiecznych ze slumsów. Nigdy nie odważyłabym się tam wejść, gdyby nie obecność siostry Alojzy. Wszędzie witano ją z uśmiechem, radością, witano jak przyjaciela. Domy, które tam odwiedziliśmy, to takie smutne miejsca bez okien, bez światła, bez wody, chciałoby się powiedzieć – bez powietrza. To najsmutniejsze miejsca, jakie dotychczas widziałam. Czy z takiej biedy można się wyrwać? Spotkaliśmy kobietę, która pracowała w kamieniołomie rozbijając wielkim młotem olbrzymie kamienie. Przystanęliśmy, by porozmawiać. Powiedziała, że kiedyś tutaj pracował jej mąż, ale zachorował na padaczkę i już nie może tego robić, a więc na jej barki spadło utrzymanie rodziny. Teraz najpilniejszą potrzebą jest uzbieranie na egzamin dla syna, który będzie miał za pół roku, egzamin z języka angielskiego. Chodzi do szkoły w stolicy i chciałaby, by skończył tę szkołę i by jego los odmienił się na lepsze. Tylko czy zbierze wystarczającą kwotę? To przecież 40 tysięcy pieniędzy malgaskich. To dla niej bardzo duża suma, ale się nie poddaje i każdego dnia pracuje w kamieniołomie.
Po przyjściu na misję, zapytałam siostrę Alojzę, ile to naszych złotówek potrzeba na ten egzamin? Okazało się, że po przeliczeniu to ok. 40 zł! Oczywiście pokryliśmy koszty tego egzaminu. Piszę o tym, byśmy wszyscy mogli uświadomić sobie, jak dobrze nam się w Polsce żyje. Nie powinniśmy narzekać, ale cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą. Polska to piękny, bogaty kraj. Jakie to szczęście, że urodziliśmy się w Europie. PS. Warto dodać, że wolontariuszka, doktor Anna Chałupczak Winiarska, już przygotowuje się do kolejnej, szóstej humanitarnej misji. Tym razem będzie to wyjazd do Kamerunu. Planowany jest na marzec 2020 r.

Mężczyźni po pracy wracają do swoich domów z “zapłatą”, czyli workami ryżu
Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Wesołych Świąt

IMG_2266

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , , , | 4 Komentarze

6 misja

Miało już nie być wyjazdów na misje, miałam odpocząć…i co? I pstro…

Bilet już kupiony.Ten sam skład co zawsze  : krakowscy chirurdzy , anestezjolodzy i pediatra-zakażnik, ostrowiecki dermatolog,okulista z Koła, pediatra ze Szczecina: Ela, Lidka, Marysia,Jurek,Rafał, Jarek, Wojtek ,Georges , Darek, Teresa i ja 😉

Hmmm…trzeba zacząć kompletować leki 🙂 Na szczęście jest jeszcze kilka miesięcy czasu 🙂

DSC_1145

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

1 listopada

W Afryce śmierć splata się z życiem każdego dnia. Pisałam już o tym, że w Kamerunie zmarłych chowa się przy domu,  żeby byli blisko rodziny. Różnie to bywa z tymi grobowcami, genealnie służą do suszenia bielizny, stają się miejscem zabawy dzieci, bądż też po prostu kózki po nim skaczą. Na Madagaskarze jest troszkę inaczej, tam można już spotkać cmentarze, nie celebruje się  1 listopada. Po przejściu pory deszczowej, Malgasze co kilka lat wydobywają swoich przodków z grobowców ( a wszystkie grobowce bogate, ozdobne.czasami lepsze niż niejedna chatka), myją kości zmarłych, okręcają w nowy całun i ponownie chowają. Czasami stroją groby kwiatami, ale to rzadkość.

1

Powyżej grobowce na cmentarzu w stolicy Madagaskaru.

Powyżej groby ( zazwyczaj z białego marmuru)  w okolicy domostw w Kamerunie.

 

 

 

Powyżej  cmentarz Polaków -Sybiraków, którzy z armią Andersa dotarli do Afryki i zmarli w Ugandzie „w drodze do wolnej ojczyzny” na Półwyspie Koja.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Jakie to szczęście, że urodziłam się w Europie.

Zawsze, ilekroć wyjadę na misję, przyglądam się życiu dzieci, ale też i kobiet w danym kraju. Życie jest trudne dla wszystkich, ale dla kobiet, jak zawsze, trudniejsze niż dla mężczyzn.Wykorzystywane są od najmłodszych lat w każdej sferze życia. Obarczone ciążą i dziećmi  już w wieku kilkunastu lat. Wmawia im się,  że tak musi być. Komu mają się poskarżyć? Skorumpowanemu policjantowi? Może nauczycielowi, który najczęściej robi to samo co inni? Rodzinie, jeśli zostało się sierotą i jest się przygarniętym przez bardzo daleką rodzinę i jeśli w hierachi tej rodziny zajmuje się najniższą pozycję? Komu? Nie ma szansy , by bez pomocy życzliwych ludzi , można było wyrwać się z nędzy, z dna …W krajach trzeciego świata, każdego dnia toczy się walka o przetrwanie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy,  jakie to wielkie szczęście, że urodziłysmy się w Europie. Czasami, gdy wracam myślami do kobiet, z którym zetknęłam się w czasie misji zastanawiam się, co się z nimi dzieje? Jak żyją? Czy żyją?

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz